6,854 likes, 130 comments - rolnikwszpilkach on August 20, 2022: "Poczułam chwilę oddechu-po 2 latach od ostatniego porodu czas zamknąć czas baby,wchodzimy w c" Małgosia Borysewicz on Instagram: "Poczułam chwilę oddechu-po 2 latach od ostatniego porodu czas zamknąć czas baby,wchodzimy w czas dziecięcy. "Są takie sprawy, że nawet w Kodeksie Karnym tego nie ma." - Stasiek "Ot, kobieta! Duchowi memu dała w pysk i poszła." - Kusy (cytat z Juliusza Słowackiego) "Tak to już jest z artystami, że trzeba ich utrzymywać, a jak który sam się utrzymuje, znaczy się nie artysta" - Michałowa "Sztuka to też jest pewien rodzaj powołania" - Kusy Łk 12,10. Grzech przeciw Duchowi Świętemu. Wielu z nas zastanawia się, na czym on polega. Według nauczania Kościoła grzech ten popełnia każdy, kto: zuchwale liczy na miłosierdzie Boże, rozpacza i wątpi w miłosierdzie, sprzeciwia się uznanej prawdzie chrześcijańskiej, zazdrości bliźniemu łaski Bożej, ma zatwardziałe serce Apostazja apostazją, ale my w Kościele mamy problem przede wszystkim z wrogiem wewnątrz. Problem z pasterzami, którzy nie wierzą w Eucharystię, negują Objawienie w Tradycji, ulegają duchowi tego świata. Tacy bardziej niebezpieczni, niż apostaci. Ci drudzy, przynajmniej ucziciwi. 25 Oct 2022 13:47:45 Głębia wiary chrześcijańskiej wyraża się w znaku krzyża, któremu towarzyszą słowa: „W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego”, oraz w wyznaniu, które powtarzamy wielokrotnie i w różnych okolicznościach: „Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu, jak była na początku, teraz i zawsze, i na wieki wieków. Amen”. 2020-06 Read 78. Upór. from the story Światłocień by MaggieSPN (Maggie) with 55 reads. mafia, morderstwa, śmierć. Media: RED - Already over xu0s. Dodał/a: Mysterious Dodał/a: ejrene Dodał/a: immortal Dodał/a: konto usunięte Dodał/a: immortal Dodał/a: Kasjopeja Dodał/a: gosia Dodał/a: konto usunięte Dodał/a: Katia Dodał/a: Natalia M Dodał/a: Marta Dodał/a: Sienna Dodał/a: immortal Dodał/a: Cal Dodał/a: Aerie Dodał/a: immortal Dodał/a: Martyna Kukuła Dodał/a: konto usunięte Dodał/a: szulamitka Dodał/a: szezlong Dodał/a: aniah Dodał/a: Bytosti Dodał/a: nocnica Dodał/a: Stanisz Dodał/a: Siro Dodał/a: Ardilla Dodał/a: Ola Mosińska Dodał/a: Julia Nie pokochany, nie zabity Nie napełniony, niedorzeczny, Poczuję deszcz czy płacz serdeczny, Że wszystko Bogu nadaremno. Zostanę sam. Ja sam i ciemność. I tylko krople, deszcze, deszcze Coraz to cichsze, bezbolesne. Nie pokochany, nie zabity Nie napełniony, niedorzeczny, Poczuję deszcz czy płacz serdeczny, Że wszystko Bogu nadaremno. Zostanę sam. Ja sam... Rozwiń Wątek dotyczący artykułu Agnieszka Radwańska odpadła w ćwierćfinale turnieju WTA Premier 5 rozgrywanego na kortach ziemnych w Rzymie. Polka przegrała z Jeleną Janković. 4 215 przeczytaj cały artykuł sekup Powiem za Słowackim: "duchowi memu dała w pysk i poszła". Bowiem nie mogę przeboleć wczorajszej porażki i przejść nad nią do porządku dziennego. Jeśli przyrównać osobowość tenisową Agnieszki Radwańskiej do żywego organizmu to wykazuje ona cechy zawałowca po przeszczepie serca. Jest przecież coś nienaturalnego w nagłych upadkach woli w kluczowych momentach każdego turnieju. Ten upadek woli protezuje jakąś fizyczną bolączką by do meczu przystąpić ale już z cechą ułomności usprawiedliwiającą porażkę którą ma a priori wykalkulowaną. Nie wiem, czy my kibice i jej fani nie padamy ofiarą jakiegoś oszukaństwa z jej strony. Jest w niej przecież coś co stara się ukryć przed światem, ale tego coś my jesteśmy ofiarami a nie ona! Bo to my angażujemy nasze emocje a więc nasze uczucia i choć daje nam też radość, to powody radości są jasne ale powody smutku są ciemne. Nieświadomość tego jest tragedią. W oczach hejterów, którzy być może to dostrzegają i na swój prostacki sposób wyrażają przez co nie są wysłuchani, wystawiamy się na pośmiewisko podobne kibicom narodowej reprezentacji, którzy skandują po każdym przegranym meczu: "Polacy nic się nie stało". Coś jednak się stało i to coś powinniśmy zdefiniować, choćby dla naszego zdrowia psychicznego. blokuj ort222 sorry ale kompletny duren jednak z Ciebie :) porazki w sporcie to rzecz normalna, kazdy przegrywa, kazdy ma dobre i slabe mecze, wzloty i upadki, a w tym meczu Agnieszka walczyla o kazdy punkt, szukac drugiego dna w porazkach, to cecha tych ktorzy nie radza sobie z cudzymi porazkami ( bo wlasne zawsze usprawiedliwia) i chcieliby aby ich idole zawsze wygrywali, to tez cecha narodowa Polakow z powodu ich narodowych kompleksow, nieradzenie sobie z porazkami to najwieksza zbiorowa wada Polakow niszczaca polski sport blokuj sekup No cóż, mam bielmo w oku jak Zagłoba, jednak nie jestem zaślepiony jak ort222 5/10! W jednym, choć nie do końca masz rację, nie radzę sobie z tą konkretną porażką! Tenis Janković jest zdefiniowany i znany Agnieszce jak podszewka jej nowej sukienki. Nie poradzić sobie z Janković jest tym samym co nie poradzić sobie z założeniem swojej nowej sukienki by wyjść na kort. Nie posądzam Agnieszki by pomagał jej w tym Celt więc nikt nie musiał pomagać Isi wygrać z Janković nawet Wiktorowski, to dla niej proste jak budowa cepa. Skoro jednak przegrała to trzeba szukać w tym drugiego dna bo musi jakieś tu być, bez dwóch zdań. blokuj ort222 argumentacja glupsza od zarzutu, choc to niemozliwe :) gdyby tak bylo wiekszosc meczow nie trzeba byloby rozgrywac, ale tak nie jest i mozna wygrac nawet po 13 porazkach z rzedu, a Agnieszka z Jankovic wygrywala na innych kortach blokuj ort222 i nie massz bladego pojecia o sporcie, ktory zasze byl jest i bedzie nieprzewidywalny blokuj wislok Każdy mecz to inna historia. To,że ktoś wygrywał 20 spotkań z rzędu nie oznacza,że wygra 21. Kuznetsova wygrała chyba z 6 kolejnych spotkań z Agnieszką,a jednak ostatnio przegrała. Agnieszka z Azarenką też przegrała nie wiem dokładnie,ale sporo spotkań z rzędu, a wygrała. Uważam,że 1/4 na tak nielubianych przez Agnieszkę kortach to i tak bardzo dobry wynik i nie doszukiwałbym się jakiegoś drugiego dna. blokuj sekup Odwoływanie się do statystyk nie jest tu pomocne a nawet zaciemnia obraz. Odnieś się do mojego zasadniczego postu a nie do mojej odpowiedzi danej ortowi. Jest ona skażona jego wyziewem więc nie może być podstawą do głębszych wniosków. blokuj ort222 nic sie nie stalo, to najmadrzejszy slogan w polskim sporcie i dlatego jest znienawidzony przez kiboli od samych zwyciestw - ktorzy od lat niszcza caly polski sport - z zerowa odpornoscia na cudze porazki blokuj stanzuk Nawet nie znasz definicji kibola a szermujesz tym osobnicy z jabolami w ręku, których oglądasz u siebie przy elzetesowskim boisku, to nie kibole tylko lumpy. blokuj wislok Tzn. jako fan piłki myślę,że ten slogan raczej mówi o przywiązaniu kibiców do reprezentacji. Nie odwrócimy się od Was. Co do Agnieszki to nie uważam,żeby się wczoraj coś jednak stało. Ona w Rzymie zrobiła najlepszy wynik od pięciu lat!! Naprawdę nie można oczekiwać,że będzie wygrywać z każdą niżej klasyfikowaną rywalką. Tutaj argumenty,że Maria przegrała no bo była zmęczona,a Agnieszka grała wcześniej przecież jeszcze w Fed Cupie, w Katowicach.. blokuj stanzuk Ale też przez pięć lat zawsze albo prawie zawsze wygrywała z takimi tenisistkami jak Janković,Cibulkova ,Cornet , teraz zaczyna z nimi dużo tych nazwisk żeby był to zaczęła przegrywać z Halep to można zrozumieć,bo ta się rozwija i jest już lepszą tenisistką od Agnieszki,ale z tymi?. blokuj wislok Stanzuku zauważ,że przecież wymienione przez Ciebie panie mogły zrobić postęp, zresztą z Cibulkovą jest w kratkę, ostatniej przegranej z Pennetą nie biorę pod uwagę. Z wiadomych względów. Jesteś piewcą Radwańskiego,ale faktem jest,że to już z Tomkiem jako trenerem na trybunach zdobyła 9 tytułów, była w finale Wimbledonu , w dwóch półfinałach WS. Może to być dla Ciebie niezadowalające,ale to duże lepsze wyniki niż np w latach 2008-2011 do Wimbledonu kiedy nie zdobyła Polka żadnego tytułu. blokuj stanzuk Po pierwsze. Do 2011 roku grała z chronicznymi kontuzjami których pozbyła się operacjami,i była w takim wieku że z każdym rokiem powinna robić postępy. Po drugie. Tomek był tylko psychiczną odtrutką od ojca,a wszystkie treningowe sznurki były nadal w rękach Radwańskiego. Po 2013 roku jak Wiktorowski zaczął pracować na swój rachunek w grze Agnieszki nastąpiła stagnacja,a w niektórych elementach gry to widać po skrótach i lobach. Po jestem piewcą Radwańskiego,bo uważam że na tym etapie kariery Agnieszki,trenowanie jej to za wysokie progi zarówno dla niego, a jeszcze wyższe dla Wiktorowskiego. blokuj wislok przyjmuję do wiadomości. Też uważam,że Isi przydał by się chyba inny szkoleniowiec, ale to ona podejmuje decyzje, a czasem teoretycznie lepsze jest wrogiem dobrego(choć wiem,że nie podzielasz tego,że teraz jest dobrze),ale widać po przykładzie Szarapowej, Wozniackiej,że znaleźć odpowiedniego szkoleniowca łatwo nie jest. blokuj ort222 i lepiej miec wrogow niz takich przyjaciol :) zgodnie z powiedzeniem strzez mnie panie Boze przed przyjaciolmi, bo z wrogami sam sobie poradze blokuj sekup Taką konkluzją zapewne zakończy się podjęta próba zgłębienia przyczyn porażek Agi. A więc to tylko kamienica przy ćwartki 3/4 gdzie przy fulu "Mocny Full" zgłębia się wszystkie sprawy tego świata sprowadzając je do poziomu prywatno-publicznej toalety z przewodnim hasłem "w kupie siła". blokuj retro Konkluzja jest taka, że tu nie ma co zgłębiać, ani tym bardziej nie potrzeba kilku fakultetów, aby stwierdzić, gdzie tkwi problem porażek Agnieszki. Sam mało oglądam tenis. Głównie mecze Radwańskiej i pojedyncze co ładniejszych tenisistek. Bez trudu dostrzegam jednak to, że Radwańska kiepsko prezentuje się fizycznie i zwyczajnie brakuje jej siły w zagraniach. Wiele uderzeń powinno załatwiać sprawę, a niestety u Agnieszki jest to jedynie lepsze lub gorsze przebijanie piłki na drugą stronę. Nie dobiegnie przeciwniczka do skróta, czy nabierze się na loba, to punkt dla naszej. A w większości przypadków i tak chodzi o to, czy rywalka dostatecznie dużo zepsuje. Jankovic psuć nie chciała, to i mecz wygrała. Masz swoją akademicką odpowiedź od fana piłki nożnej. pozdrawiam blokuj sekup To nie jest takie proste. Agnieszka jest już tenisistką kompletną, potrafi zagrać wszystko i wygrać z każdą, nawet z Sereną Williams. Nie zdołała tego udowodnić do tej pory gdyż spotyka się z nią najczęściej w najwyższej drabince gdy rozstrzygają się losy tytułu. I tu na przeszkodzie staje ten tajemniczy element, który jest taki tylko dla nas kibiców, ale nie dla niej zapewne. Staram się właśnie poruszyć tym zagadnieniem forum, jak na razie bezskutecznie gdyż dla właścicieli umysłów, których nie można zaliczyć do pięknych, to zagadnienie jest wirtualne i wyssane jedynie z brudnego palca sekupa. Oczekiwałem jednak jakiejś refleksji, przeciwnej ale przekonywującej że się mylę co pozwoliłoby mi spać spokojnie, ale nie! Czytam jedynie inwektywy orta i widzę minusowanie. Na razie jestem rozczarowany. blokuj retro Mylisz się. To jest bardzo proste. Agnieszka nie jest tenisistką kompletną. Technika to nie wszystko. Może zagrywać najlepsze skróty, loby, volleye, najlepiej czarować. Ale ma niestety spore braki w przygotowaniu fizycznym, a bez tego zawsze będzie się odbijać jak od ściany od części przeciwniczek. I co jej wtedy po tych umiejętnościach czysto technicznych? Satysfakcja, że potrafi dane uderzenia zagrać lepiej od innych? Serena i jej podobne z tego powodu nie położą się przed nią na korcie. Idę oglądać mistrza Hiszpanii :-) blokuj sekup Przepisy nie pozwalają już rozgrywać meczy w nieskończoność dlatego trudno jest gdybać na co jest stać Agnieszkę. Zapewniam cię jednak, że jest zdolna wytrzymać dużo, na niej nie ma ani jednego grama zbędnego mięśnia, nawet przy długotrwałym wysiłku nie ma się co tam zakwaszać. Zdaje się że zbędne jest przywoływanie meczy Agnieszki w których pokazywała swoją klasę, zawsze znajdą się oponenci twierdzący, że ma jakieś braki które nie pozwalają jej przeciwstawić się silnym przeciwniczkom. Na udowodnienie jej możliwości fizycznych nie mam argumentów tak jak nie mam wpływu na zmuszenie cię do podjęcia wycieczki w tenisową przeszłość Agnieszki. blokuj sekup Przepisy nie pozwalają już rozgrywać meczy w nieskończoność dlatego trudno jest gdybać na co jest stać Agnieszkę. Zapewniam cię jednak, że jest zdolna wytrzymać dużo, na niej nie ma ani jednego grama zbędnego mięśnia, nawet przy długotrwałym wysiłku nie ma się co tam zakwaszać. Zdaje się że zbędne jest przywoływanie meczy Agnieszki w których pokazywała swoją klasę, zawsze znajdą się oponenci twierdzący, że ma jakieś braki które nie pozwalają jej przeciwstawić się silnym przeciwniczkom. Na udowodnienie jej możliwości fizycznych nie mam argumentów tak jak nie mam wpływu na zmuszenie cię do podjęcia wycieczki w tenisową przeszłość Agnieszki. blokuj stanzuk Po pierwsze nie mamy armat,i inne powody już są nieistotne. blokuj wislok Być może jest jakieś wytłumaczenie, o które prosisz, jednak za mało wiemy jak wyglądają przygotowania Isi, o tym na czym się skupia, jak wygląda jej praca z fizjologiem, dietetykiem itd. Dziś przy tak mocnej stawce o sukcesie(myślę tu o triumfach) lub ich braku decyduje wiele czynników, tzw. detali. Stanzuk twierdzi,że sztab Isi jest nieprofesjonalny. Twierdzi,że ma takową wiedzę. Dla mnie Isia po prostu źle się czuje na klasycznej mączce, widziałem po sposobie poruszania się,że to nie jest to samo co na codzień widzimy. Być może zmęczenie jednak dużą intensywnością grania. Nie jestem jasnowidzem. Skoro Cię te tłumaczenia nie przekonują, to trudno, ja jestem jedynie kibicem, znawcami tematu są np. Jankus, Vamos, Klossh92, Alk. blokuj sekup Jakoś tych znawców tutaj nie widzę, chętnie poczytał bym ich analizy ale oni zapewne skupiają się na czytaniu własnych postów, dających im wystarczającą podnietę to intelektualnych orgazmów. Radził by ci jednak nie traktować poważnie tego co Isia mówi bo to są najczęściej wyuczone formułki na użytek mediów. Jej zachowanie, mowa ciała też bywa mylące, nawet ostentacyjne poproszenie sędziny o tabletki na gardło też zaliczyłem do blefów. Tak samo jak jej rzekomą niechęć do gry na mączce. Jedynym argumentem który do mnie przemawia jest twierdzenie, że źle się jej gra na wolnej nawierzchni. W to wierzę bo to widzę i znam jej styl gry. O tym co decyduje o zwycięstwie to już chyba wiemy i podziwiamy, czynników decydujących o porażce jest wiele, niektóre są niewidoczne dla oka i te moim zdaniem są odpowiedzialne za jej porażkę. Próbuję właśnie wywlec je na światło dzienne ale to ciężki gatunek i nie ma chętnych do podjęcia wysiłku. blokuj sekup Wcale nie przeczą wręcz przeciwnie, ma przecież w sobie coś co czyni ją jeszcze bardziej kompletną. Ten "tajemniczy element" ma charakter obronny, być może nie pozwala jej wygrywać turniejów ale w zamian pozwala jej zachować dyspozycję do gry przez cały sezon. Czy zostanie on zdefiniowany i oceniony dowiemy się po zakończeniu jej kariery sportowej. Od was, tuzów intelektu, już nie oczekuję żadnej, nawet zbliżonej próby zdefiniowania problemu, bowiem stać was jedynie na puszczanie gazów. blokuj sekup ...kiedy to w dosyć chory sposób interpretujesz rzeczywistość tenisową Agnieszki To już jest jakaś próba oceny mojego podejścia. Może nawet nie zamierzona ale ma cechy. Jak jeszcze bardziej wysilisz makówkę to może zaowocuje jeszcze jakąś genialną myślą. Dalsza jednak część twojej męki to kolejna inwektywa. W żadnym razie bowiem nie wpycham nikomu nic nachalnie. Nie wytłuszczam, nie powiększam czcionki, nie wpycham ci niczego do gardła byś się udławił. Jeżeli się dławisz to dlatego że sam sobie wpychasz tę niezdrową substancję jaką jest ten pseudoerudycyjny przysmak. blokuj sekup Claidheann, chyba ci się klepki poprzestawiały! Wprawdzie wziąłem na tapetę "Bogu ducha winną tenisistkę" ale nie piorę jej kosztem żadnych swoich brudów! Stwierdzam, że moja troska o twoje zdrowie psychiczne jest chybiona bowiem nie można wyleczyć nikogo kto uważa się za zdrowego. Nie bierz więc do siebie moich sugestii i daruj sobie inwektywy. Częstował mnie dzisiaj nimi obficie ort i już mi się przejadły. blokuj basher Nieświadomość tragedią? Stare angielskie powiedzenie twierdzi, że 'ignorance is bliss', bo to czego nie wiemy, nie boli. blokuj sekup "Prać owe brudy" to nie jest inwektywa, gdy wcale tego nie robię? "siać popelinę" to nie jest inwektywa gdy wcale tego nie robię? Co najwyżej sieję wątpliwości a ty widać ich nie masz. Wiadomo jak się określa ludzi którzy nie mają wątpliwości. Ja je mam i je wyrażam nikogo przy tym nie obrażając. Nie musisz się też utożsamiać z owym "naszym" jeśli cię to razi i nie chcesz żeby nawet pajęczą nitką cokolwiek cię wiązało z takim juzerem jak ja, to masz stosowne narzędzie by się odciąć. blokuj sekup "Prać owe brudy" to nie jest inwektywa, gdy wcale tego nie robię? "siać popelinę" to nie jest inwektywa gdy wcale tego nie robię? Co najwyżej sieję wątpliwości a ty widać ich nie masz. Wiadomo jak się określa ludzi którzy nie mają wątpliwości. Ja je mam i je wyrażam nikogo przy tym nie obrażając. Nie musisz się też utożsamiać z owym "naszym" jeśli cię to razi i nie chcesz żeby nawet pajęczą nitką cokolwiek cię wiązało z takim juzerem jak ja, to masz stosowne narzędzie by się odciąć. blokuj sekup Już dostrzegłem że trafiam tu w próżnię, nie mówię że brakuje powietrza ale mikroelementów tak. A te decydują o jakości życia. Brak mikroskładników otępia a gdy się jakieś pojawią to są traktowane jak insekty i zwalcza. Właśnie prezentujesz taką postawę i śmiem twierdzić że jest ona typowa na tym forum. Co do Agnieszki to ona nie ma powodu by na moje działania reagować, ja jej nie obrażam, próbuję tylko dojść sedna jej porażek. Może by nawet uprzejmie mi to wyjaśniła w atmosferze zrozumienia i obopólnej przyjaźni, jak to w polityce. Wyobrażam to sobie jako zupełne przeciwieństwo tego co tu z tobą przeżywam. blokuj sekup Fakt, że piszę po to aby ktoś czytał, uwaga jest tu niezbędnym elementem, niezależnie czy jej szczególnie potrzebuję czy nie. Wolę jednak większą niż mniejszą, nie tak jak Jankus który jej nie potrzebuje wcale i wystarcza mu jego własna uwaga z którą z wielką atencją pochyla się nad własnymi tekstami. Przyznam jednak rozczarowany że dużej uwagi czytelników tu nie skupiam, nie zapraszają mnie do dyskusji ani nie biorą do obserwowanych. Wolą zapewne nie absorbować sobie zbytnio głowy pseudoerudycyjnymi postami bo to ryzykowne dla ich reputacji. Zdaje się że masz jakieś totemy służące do zdalnego włamywania się do mózgów. Mind control to twoje drugie imię? blokuj Jankus I Wy tak cały wieczór? Sobotni? Majowy? Wierzyć się nie chce :) blokuj Dodaj swój komentarz Zaloguj się aby dodać komentarz lub Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. – Miło znów Pana widzieć w Krakowie. Takie spotkania zawsze oznaczają Pańską nową realizację w Teatrze im Słowackiego. Mam rację?– Próby mojej sztuki „Narodziny Fryderyka Demuth” idą, odpukać, dobrze. Premiera już w październiku.– Miejmy nadzieję, że sukces będzie podobny jak w warszawskim Teatrze Narodowym, gdzie Pańska sztuka o spotkaniu Mrożka z Gombrowiczem jest frekwencyjnym hitem.– To prawda. Myślę, że dyrektor Jan Englert ma powody do zadowolenia. Na widowni są komplety, a on sam stworzył wybitną kreację aktorską, grając Gombrowicza.– Niewiele brakowało, a do tej realizacji by w ogóle nie doszło. Mistrz Mrożek kaprysił.– Tak. Mrożek oprotestował sztukę, zwracając się nie do mnie, lecz do dyrektora Englerta. A ja odbierałem telefony od osób z mistrzem zaprzyjaźnionych, które dawały mi do zrozumienia, że nie jest z jej powodu szczęśliwy.– Nie chciał tej premiery?– Moja rozmowa z Mrożkiem była szczególna. Spotkaliśmy się w Starym Teatrze, gdzie przed laty reżyserowałem prapremierę jego „Miłości na Krymie”. Działo się to po złożeniu realizacji przez Jerzego Jarockiego wskutek sporu z autorem. Stary Teatr zaczął wtedy szukać reżysera, który miał uratować premierę i wystawić spektakl wierny oryginałowi. Tak doszło do mojej „dyskusji” ze Sławomirem Mrożkiem. Przedziwnej, bo gdybym to ja był autorem sztuki, opowiadałbym od rana do wieczora, o co mi chodzi, co zamierzałem przekazać i na jakim efekcie mi zależy. A nasze spotkanie wyglądało tak, że to ja mówiłem przez godzinę, o czym, moim zdaniem, jest sztuka i jak zamierzam ją wystawić, co Mrożek skomentował słowami „też” lub „chyba”. I to wtedy właściwie urodził mi się pomysł napisania sztuki będącej rewersem „Iwony, księżniczki Burgunda” Gombrowicza. Przypomnę, że Iwona w tekście mówi zaledwie kilka słów. W mojej sztuce Mrożek też jest osobą milczącą. Relacje Mrożek – Gombrowicz poznałem, czytając „Dziennik” Mrożka o spotkaniu obu panów. Myślę też, że Mrożka w pewnym sensie uwierały przedstawione przeze mnie relacje między pisarzami. On niewątpliwie kochał i szanował Gombrowicza, ale też miał jego kompleks. Ich wzajemne stosunki pozostaną tajemnicą. Proszę zauważyć, że w „Dzienniku” Mrożka Gombrowicz jest wymieniany niemal na co drugiej stronie, a w „Dzienniku” Gombrowicza w ogóle nie ma Mrożka. Musiałem poruszyć jakieś ukryte bolesne miejsce, którego nie znam. Napisałem list do pana Sławomira z ofertą, że zmienię w sztuce wszystko, co zaleci, ale jego śmierć przerwała negocjacje. Odpowiedzi nigdy nie dostałem.– Na dobrą sprawę powinien Pan szybciutko napisać kolejną sztukę, tym razem „Chryje z Mrożkiem”, że sparafrazuję Pana „Chryje z Polską”...– Kto wie, kto wie? A przecież konkluzja tego wszystkiego powinna być jedna: napisałem sztukę bardzo życzliwą obu znakomitym pisarzom, niezwykle wrażliwym ludziom, którzy odcisnęli wielkie piętno na teatrze XX wieku.– Teraz, w Krakowie, też robi Pan sztukę o dwóch takich, co pozostawili wielki ślad w historii ludzkości: Marks – Engels i ich spotkanie.– I jeszcze Karol Liebknecht.– I tajemnica. O czym rzecz traktuje?– Może jednak zostawmy trochę niewiadomych. Powiem tyle: na łożu śmierci Fryderyk Engels, chory na raka krtani, napisał na tablicy córce Marksa coś, co spowodowało, że Eleonora wybiegła z pokoju z płaczem, a trzy lata później popełniła samobójstwo. I niech to będzie element reklamy spektaklu.– Rossini, Baudelaire, Wagner, Mickiewicz, Słowacki, Wyspiański, Piłsudski, Bułhakow, Bałucki, Petrarca, Boccaccio, Bułhakow – to tylko niektórzy bohaterowie Pańskich sztuk. Co Pana ciekawi, może intryguje w spotkaniach tych wielkich tego świata?– Aktualność w powtarzalności zdarzeń, emocji sprzed lat. Bardzo żałuję, że z repertuaru Teatru Słowackiego zniknął już mój spektakl „O rozkoszy” będący opowieścią o spotkaniu Diderota z Katarzyną Wielką. W obliczu wydarzeń na Wschodzie wszystko, co jest w tej sztuce, okazuje się zdumiewająco aktualne. Wszystko, co dotyczy zrozumienia Wschodu i Zachodu. Rosji i reszty świata. Nie staram się szukać postaci i wnikać w istotę ich relacji z powodów anegdotycznych.– A z jakich?– Po to by stawiać ważne pytania. Najchętniej poszukuję takich miejsc w czasie historycznym i w relacjach międzyludzkich, które generują napięcia między wartościami. Bo wbrew wszelkim wątpliwościom bardzo wierzę w istnienie wartości. A mówiąc prościej: gdy spotkała się caryca Katarzyna – imperatorowa Rosji – z oświeceniowym filozofem Diderotem, to między nimi musiały przechodzić niezwykłe prądy. Jeśli Mickiewicz podejmował Fredrę w hotelu Lambert, zajadając się szynką – to taka sytuacja musiała spowodować jakiś niepokój. Dla mnie rodzaj magnetyzmu, jaki wytwarzają pomiędzy sobą wielkie, charyzmatyczne osobowości, jest fascynujący. Wydawać by się mogło, że socjalistę Piłsudskiego i bardzo religijnego Wyspiańskiego dzieliło wszystko, a jednak potrafili się porozumieć. Piszę o takich spotkaniach, ponieważ nie lubię abstrakcyjnych opowieści. Dialog o wartościach ostatecznych interesuje mnie wtedy, gdy kłócą się Słowacki z Mickiewiczem, Petrarca z Boccacciem, a nie jedynie anonimowi reprezentanci abstrakcyjnych postaw. Pisząc o takich spotkaniach, podejmuję rodzaj gry z odbiorcą, która inspirując naszą wyobraźnię, równocześnie mówi nam wiele o nas samych. Wierzę, że te spotkania to są tak naprawdę krople wody, które dobrze portretują jakiś ocean.– Czyli wierny jest Pan maksymie: historia nauczycielką życia?– Tak, choć obecnie nie jest to zbyt modne. Dziś każde pokolenie rodzi się jakby na nowo. Nie chce, nie potrzebuje patrzeć wstecz. A jednak powinniśmy się żywić historią. Wiedza np. o teatrze XIX wieku może nam coś powiedzieć o ułomnościach naszego teatru. Świadomość problemów, które miał Machiavelli, jest kluczem do wiedzy o problemach naszych polityków. Granica między przeszłością a teraźniejszością nieraz jest bardzo cienka. Pisząc sztuki o postaciach historycznych, wielokrotnie odwiedzałem miejsca, w których żyły, dotykałem przedmiotów, którymi się posługiwały. To było niezwykłe. Kiedy zobaczyłem rękopis „Pana Tadeusza”, przeżyłem coś wręcz mistycznego. A jednocześnie uświadomiłem sobie, że geniusz był także po ludzku omylny: chlastał atramentem, przekreślał, wydzierał. Kiedy niedaleko Padwy zobaczyłem willę Petrarki, w której zamknąłem akcję „Krainy kłamczuchów” – też bardzo to przeżyłem. Pięknie położona, przylega do zbocza. W środku kilkanaście pokoi, w nich obrazy, książki, gdzieś kawałek autentycznego stołu. Obok muru z tamtych lat szklana gablota, w której eksponowane są różne przedmioty. To połączenie przeszłości z teraźniejszością było dla mnie inspirujące.– Jak Pan ocenia kondycję współczesnego polskiego teatru, czy on Pana też inspiruje?–To chyba jest rodzaj przepoczwarzania się. Jest taka anegdota dotycząca przedwojennego teatru: przychodzi strażak do dyrektora i mówi, że ma pomysł na wystawienie sztuki. Na scenie siedzi Ćwiklińska, wchodzi Frenkiel. W drugim akcie siedzi Frenkiel, a wchodzi Ćwiklińska, a w trzecim oboje siedzą na scenie. No, ale co oni mówią? – pyta dyrektor. Tacy dobrzy aktorzy to zawsze mają coś mądrego do powiedzenia – odparł strażak. Ta anegdota jest moją polemiką z niemieckim reżyserem i kompozytorem Goebbelsem, dla którego słowo jest jedynie jednym ze składników, może nawet mniej ważnym składnikiem, spektaklu. Otóż tekst pisany od czasów greckich stanowił podstawę przedstawienia teatralnego. To dziś zaczęło uwierać. Miejsce słowa zajmuje ciało, ruch, dźwięk, projekcja –teatr w sferze nowych mediów często odrzuca słowo lub zgadza się na jego przypadkowość. Można i tak. Nie chcę negować takiego podejścia do rozumienia teatru. Dla mnie jednak słowo często silniej niż obraz czy dźwięk stwarza świat, myśl.–O tę myśl właśnie chodzi. Coraz jej mniej w polskim teatrze, a coraz więcej języka opisowego, epatującego brutalnością, wulgaryzmem, coraz częściej klasyk musi być przenicowany na współczesną, często podejrzaną modłę…– Powiem tak: jeśli Słowacki pisze: „Duchowi memu dała w pysk i poszła”, to tego się nie da przetłumaczyć na: „Je…ła mnie i spie…a”. A niektórzy podejmują takie wysiłki. Nie wiem, czemu one służą. Mnie nikt nie przekona do robienia innego teatru, niż robię, bo starego psa nie można nauczyć nowych numerów. Co nie znaczy, że nowe formy i treści w teatrze zawsze są mi obce. W drugiej części mojej „Bromby” jest taka scena, w której borsuk poucza Glusia – reżysera, opowiadając mu o fantastycznym numerze, który widział. Otóż jakaś łasica, wyciągnąwszy z ziemi glizdy, zjadała je na oczach widzów. Borsuk był zachwycony, twierdząc, że właśnie to jest sztuka. Gluś odrzekł, że nawet zmuszany, nie zabierze się za zjadanie robactwa. No więc ja też takiego teatru po prostu nie potrafię robić. Wiem, że mija mnie pewna epoka, na którą patrzę z życzliwością, przyglądam się przedstawieniom bardzo młodych ludzi, prowokującym, skandalizującym… Oni potrafią – ja nie. Choć niektóre z tych spektakli wzbudzają mój podziw – nie zabiorę się za pracę tymi metodami.– I konsekwentnie trzyma się Pan dotychczasowych form pisarskich.– Raczej tak. Na przykład powstają kolejne opowieści dla dzieci o Brombie. Najnowsza, „Bromba w sieci”, jest grana w Teatrze 6 Piętro. Pewien element nowoczesności tam jest, bo tym razem Bromba działa w internecie i w grach komputerowych. Bromba z natury nie jest bardzo awangardowa. A najnowsza sztuka, którą napisałem, dotyczy Krakowa: monodram dla Hani Bieluszko, aktorki Teatru Słowackiego, którą znam i cenię. Ale to nie będzie historyczna opowieść. To jest mój prezent dla Hanki na jej miniony jubileusz. Rzecz opowiada o prawie dojrzałych osób do przeżywania miłości. Bohaterką jest tym razem zwykła emerytowana nauczycielka. Mam nadzieję, że to wystawimy.– Pisarz, dramaturg, scenarzysta, reżyser teatralny i filmowy, pedagog – dziekan Wydziału Reżyserii Akademii Teatralnej – słowem, człowiek renesansu?– Uchowaj Boże. Rzecz nie w różnorodności, ale w jakości. Wiktor Zborowski często powiada: „Można przegrać, ale trzeba mieć serce do walki”. Ja je mam. Jeśli przegrywam w którejś z tych dziedzin, to najpierw boleję, ale potem zbieram się i walczę dalej. Do uprawiania kilku profesji trzeba mieć mocną konstrukcję psychofizyczną. Myślę, że mam niezłą. Gdyby mnie teraz trafił szlag, to i tak można z czystym sumieniem powiedzieć, że miałem ciekawe, dobre życie, bo spotkałem wielu wspaniałych ludzi i całe życie bawiłem się w twórczość. Ale jeśli pada: „ człowiek renesansu”, czyli w domyśle ktoś taki jak Michał Anioł czy Leonardo da Vinci – nie, nie, nie ta półka. A poza tym: oni nie byli szczęśliwi. Ja jestem. Dlatego w Ścianę Płaczu w Jerozolimie włożyłem karteczkę: „Na razie za wszystko dziękuję”.– Może dlatego że kieruje się Pan ukutą przed laty dewizą: „Miłość to twierdzenie, które trzeba udowadniać każdego dnia”?– Być może. Udowadniam każdego dnia. Wciąż tej samej żonie, dwojgu wspaniałym dzieciom i trójce wnuków. *** Ur. się 16 kwietnia 1946 roku w Warszawie. W 1972 ukończył Wydział Reżyserii PWSF, Telewizyjnej i Teatralnej im. Leona Schillera w Łodzi. Dziś jest jednym z najbardziej popularnych polskich reżyserów, który ma na swoim koncie ponad kilkadziesiąt realizacji, począwszy od teatralnych spektakli według Bernharda, Mrożka i Gombrowicza, przez przedstawienia dla dzieci, a skończywszy na telewizyjnych serialach, takich jak „Miodowe lata” i „Pensjonat pod Różą”. W Teatrze im. Słowackiego zrealizował „Krainę kłamczuchów”, sztukę o Bałuckim „Całe życie głupi” i „Bułhakowa”. Jego gry z literaturą, z biografiami wybitnych postaci historycznych są błyskotliwe i dowcipne tak jak ich autor. Duchowi memu dała w pysk i poszła to wyrażenie znajdujące się w utworze literackim pt. „Fantazy, czyli nowa Dejanira”, który został napisany przez Juliusza Słowackiego w Paryżu na przełomie lat 1844/ te zostały wypowiedziane przez głównego bohatera, Fantazego, po tym, jak jego narzeczona po przyjęciu oświadczyn zamiast spodziewanego okrzyku radości, odpowiedziała mu w sposób pogardliwy i tego nie zraził się do swojej wybranki, a wręcz przeciwnie – jeszcze bardziej pragnął, aby była jego żoną. Co to znaczy Duchowi memu dała w pysk i poszła?Dowiedz się co oznacza „Duchowi memu dała w pysk i poszła” razem z opisem definicji tego wyrażenia. Jak stosować ten zwrot, oraz jak się nim poprawnie tym, co to jest Duchowi memu dała w pysk i poszła przeczytasz w tym to znaczyco jest znaczyco oznaczaWszystkie publikowane materiały są weryfikowane przez naszą redakcję.

duchowi memu dała w pysk i poszła